Wednesday, July 23, 2014

226. Serniczki ♡

♡ Sezamowe serniczki ♡

z bieluchem, jagodami i bazylią


Co to było za śniadanie...
Co to były za dni.
Kolejne cztery doby spędzone na wsi w cudowny sposób wpłynęły na zmęczone remontem i miejskim zgiełkiem ciało. Skóra, włosy i paznokcie jakby zdrowsze od świeżego powietrza i jedzenia, oczy błyszczące z radości... Nawet ukąszenia komarów nie zniechęcają mnie do spędzania tam czasu. 
Tym razem jednak obok świetnej zabawy ,, udało '' mi się najeść strachu. I to tak porządnie, że horrorów to mam dość na najbliższe miesiące! W lesie znajdującym się nieopodal domku babci moich przyjaciółek, znajome chłopaki mają swoją bazę. Mały, drewniany domek, stojący w cieniu drzew ma swój klimat- może dzięki mosiężnemu wilkowi przyczepionemu na drzwiach, kościom wiszącym na gałęziach czy siekierą udającą stoper do drzwi? W każdym razie, jest to jedno z moich ulubionych miejsc. Świetnie się tam czułam, dopóki siedzieliśmy tam za dnia, w parę(naście) osób. Gdy nadszedł jednak zmrok, a w bazie zostałam ja, dwie koleżanki i kolega i do głów wpadł nam pomysł, coby poczytać strasznych historii, już nie czułam się taka zrelaksowana. O ile na początku jakoś się trzymałam, na filmiku Soucide Mouse odpadłam. W połowie go wyłączyłam i zarządziłam powrót do domu w trybie natychmiastowym. Przyjaciółki ochoczo przystały na propozycję, ale kolega jeszcze nie skończył czerpać radości z naszego strachu i co rusz próbował nas wkręcić. Gdy w pewnej chwili ruszył pędem przed siebie, wrzeszcząc, byśmy nie odwracały się za siebie, naprawdę poczułam ucisk w żołądku. Po paru minutach, gdy weszłyśmy w las prowadzący do naszej ulicy, jedna z dziewczyn zapowiedziała, że nie da się naszemu koledze więcej nastraszyć. Ten, z kamienną miną, odparł, że tym razem to może nie być fałszywy alarm... Wtem, wrzeszcząc dziko, z krzaków wyskoczyły dwie postacie. Rozległ się ogłuszający pisk trzech przerażonych dziewczyn. Byłam tak sparaliżowana, że aż sobie uklęknęłam ze strachu. Słysząc nas od paru minut, koledzy też postanowili z nas zażartować i o dziwo wszystko nie było ukartowane! Przyznać muszę, że wyszło im to na medal. Horror w wersji na żywo- skok adrenaliny gwarantowany ;)
Ale oprócz strachu mnóstwo było śmiechu, ognisk, festynów, rozmów i po prostu- życia. I teraz rozumiem, co to naprawdę oznacza. 



11 comments:

  1. Haha chyba bym umarła ze strachu :D
    A śniadanie jest bardzo kuszące :-DD

    ReplyDelete
  2. mocna bluzka ! <3 i urocze serniczki :)

    ReplyDelete
  3. chętnie bym zjadła takie śniadanie:)

    ReplyDelete
  4. To musiało być przeżycie! :D Śniadanie godne mistrza! :)

    ReplyDelete
  5. Fajna przygoda, będzie co wspominać :D

    ReplyDelete
  6. Hahahah pozdrowienia dla kolegów, może czas zacząć myśleć o rozpoczęciu kariery w branży filmowej? :D
    Wypoczynek po ostatnim czasie bardzo Ci się należy! :)

    ReplyDelete
  7. Ja bym umarła chyba. Tyle strachu ;o
    Z pysznym sniadaniem wrocilas! ;)

    ReplyDelete
  8. Promieniejesz kochana na tych zdjęciach! Wyglądasz cudownie! :)
    A przygody nie wiem czy zazdrościć czy cieszyć się, że mnie to nie spotkało xd

    ReplyDelete